Loading presentation...

Present Remotely

Send the link below via email or IM

Copy

Present to your audience

Start remote presentation

  • Invited audience members will follow you as you navigate and present
  • People invited to a presentation do not need a Prezi account
  • This link expires 10 minutes after you close the presentation
  • A maximum of 30 users can follow your presentation
  • Learn more about this feature in our knowledge base article

Do you really want to delete this prezi?

Neither you, nor the coeditors you shared it with will be able to recover it again.

DeleteCancel

Make your likes visible on Facebook?

Connect your Facebook account to Prezi and let your likes appear on your timeline.
You can change this under Settings & Account at any time.

No, thanks

Żywy Kalendarz Adwentowy

No description
by

Aleksandra Fidelus

on 22 December 2015

Comments (0)

Please log in to add your comment.

Report abuse

Transcript of Żywy Kalendarz Adwentowy

Adwent 2014
[Żywy Kalendarz Adwentowy]
Niech będzie pochwalony Ten, który przychodzi!

Przyszedł dziś do mnie... wielokrotnie...
Przyszedł przed chwilą w zwykłej chęci świadectwa, więc piszę.
Przyszedł kwadrans temu w spotkaniu z koleżanką z dawnych lat.
Przyszedł godzinę temu, gdy mimo wielu wątpliwości spotkałem się jednak z promotorem i znów współpracujemy.
Przyszedł kilka godzin temu z kolejnym pomysłem na lepszą organizację na scholi.
Przyszedł i czuwał, gdy wykonywałem swoje codzienne obowiązki w pracy.
Przyszedł z samego rana przy wspólnym dzieleniu chleba.
Przyszedł wreszcie tuż przed snem we wspólnej modlitwie z Narzeczoną.

... i przyjdzie z pewnością znów, bo strasznie zatęskniłem, gdy to wszystko sobie przypomniałem.

Szczęść Boże!

Dziś za mną pierwsze roraty...
O godz. 6:30 w mojej rodzinnej Bazylice Świętej Rodziny w Studziannie, miałam przyjemność uczestniczyć w porannej Mszy Św. razem z moimi rodzicami.
Wspaniałe to uczucie kiedy można powrócić do czasów dzieciństwa, wspominając jak w adwencie chodziłam z mamą i bratem na roraty z lampionem. :)
Bardzo dobry czas!
Dzisiaj pierwszy i ostatni raz w tym adwencie mogłam być u siebie w parafii na roratach, cieszę się niezmiernie za ten dar oraz za to co do mnie Bóg powiedział i w jaki sposób pokrzepił moją duszę - Dziękuję Ci Panie.

Adwent to dla mnie kolejna nieśmiała próba chodzenia po drogach nadziei...

Czuwajmy...
Szukajmy...
Łaknijmy...
Dziękujmy...
Pracujmy...

Kochajmy! ;)


Wierzę, że dzięki łasce w tym wyjątkowym czasie mogą wydarzyć się małe=wielkie dla nas cuda! ;)
Aleksandra Fidelus
Dzień dobry.



Dziś trzeci dzień adwentu, a dla mnie - pierwszy dzień rorat. Udało mi się przyjechać do kościoła 15 minut wcześniej, liczyłam na to, że będę mogła pomodlić się w ciszy i ewentualnie przymknąć na chwilę oko i jeszcze się zdrzemnąć ;) Ale nie udało się, bo po kościele rozległ się nagle dźwięk hiszpańskiej gitary i kastanietów! To była piosenka promująca Roraty 2014 z Gościem Niedzielnym, nawiązująca do tegorocznego hasła „Solo Dios basta!” św. Teresy z Avila ( Wielkie było moje zaskoczenie. Wzrosło ono jeszcze bardziej, gdy zobaczyłam podśpiewujące starsze panie, rozradowane i uśmiechnięte, prawie tańczące do tej melodii :) Uroczy widok!



Najpiękniejszą chwilę przeżyłam jednak tuż przed przyjęciem Eucharystii, gdy po wypowiedzeniu przez wiernych słów: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie…”, pewna starsza pani, siedzące za mną w ławce, powiedziała z całym przekonaniem na głos: „Przychodzisz teraz, wiem o tym!”. No właśnie. Jezus przychodzi TERAZ. Przychodzi ciągle. Przyszedł do mnie dziś osobiście w znaku chleba. Jestem wdzięczna Bogu za to niespodziewane uświadomienie mi największego cudu, który z Jego łaskawości jest dla mnie codziennością.

Chwała Panu i Zbawicielowi!
Magdalena Szmania
Cześć Wszystkim:)

Na roraty zaczęłam wstawać ambitnie, bo już w poniedziałek. Do kościoła udało mi się dotrzeć dopiero dzisiaj;) nie macie pojęcia jak było trudno.
A może i macie;) Heroiczna walka wypowiedziana lenistwu.

Pan Bóg natychmiast wynagrodził ten karkołomny w moim mniemaniu wysiłek. Wychodząc natknęłam się na młodego mężczyznę stojącego pod bramą z zapalonym lampionem i wypatrującego swojej dziewczyny, z którą wspólnie pogalopowali w stronę kościoła. Na ulicy roiło się już od przedstawicieli warstwy wczesnoszkolnej naszego społeczeństwa-każde dziecko z najskromniejszą choćby świeczuszką dreptało radośnie na Mszę, prowadzone za rękę przez jednego lub oboje Rodziców. No i oczywiście starsze panie i panowie w słusznym już wieku, może kuśtykający, może podpierani przez młodsze od siebie osoby.
Wszyscy zmierzający na spotkanie Tego Najważniejszego.

Panie, przyszedłeś dziś w małym kawałku chleba, w uśmiechu kobiety, której ustąpiłam miejsca, w chłopcu, który rzucić się podnieść przewróconą kulę, należącą do starszej pani, w smsie o treści "miłego dnia", otrzymanym od bliskiej osoby.

Przychodzisz dziś i przychodzisz zawsze, kiedy tylko Cię wzywamy.
Dziękuję za te małe cuda, które już pozwoliłeś mi dostrzec i za te, które jeszcze przede mną.

Ściskam Was:) pięknego przeżywania Adwentu!

PS. I chodźcie na roraty, naprawdę warto;)
Aleksandra Czechowicz
Cześć!

Każdego dnia zastanawiam się czy jest łatwo wierzyć? Zdecydowanie jest łatwiej gdy chce coś od Boga. Gdy mam jakąś intencje, i potrzebuje pomocy zwracam się do Niego. Jednego dnia odpowiedz jest bardzo szybko, a innego z opóźnieniem (nie zawsze jestem gotów na pomoc „z góry” - dlatego musze czekać). Podobnie jest z przyjściem Chrystusa. Tyle lat izraelici czekali na Mesjasza i nie byli gotowi. Ale on jest zawsze gotowy, zawsze dla nas i znów się dla nas narodzi.
Pozdrawiam
Łukasz Maćkowiak
Idźmy z radością na spotkanie Pana!

Słowa z dzisiejszego psalmu, nad którymi chyba nigdy głębiej się nie zastanawiałam.

Kiedy idę na Mszę Świętą, idę tam z jakąś intencją, dziękczynną czy błagalną, poważną czy bardziej błahą. Zawsze jednak idę, bo chcę w niej uczestniczyć. Ale co z moimi uczuciami - czy naprawdę idę ze szczerą radością na spotkanie Pana? Tak samo jest z Bożym Narodzeniem, czy czas Adwentu naprawdę przeżywam jako czas RADOSNEGO oczekiwania?

Dobrej niedzieli!
Dorota Andrzejewska
2 lata. Tyle minęło od kompletnego zawalenia mojego życia. To był moment, chwila, która zmieniła postrzeganie siebie samego. Zacząłem pragnąć tak mocno, że nie mogłem się pozbierać przez dobre 2 tygodnie. Teraz widzę, że to był czas łaski. Motyw ten powtarzał się - raz częściej, raz rzadziej, jednak na tyle często, że nie dawał mi spokoju. Również temat ostatniego OM-u ("Pragnienia") chyba 30 raz dał mi do myślenia. Trwało to zbyt długo. Dla Boga nie ma zbyt opornych, dla niektórych potrzeba nieco więcej czasu. Ostatni tydzień to była totalna kumulacja - nie dość, że temat kolejnego Seminarium Odnowy Wiary to "Zaufanie", to jeszcze czytania z Pisma Świętego, które pojawiały się w różnych sytuacjach utwierdzały mnie w działaniu pełnym zaufania do Boga. Jakbym chciał potwierdzenie w postaci słonia na ulicy podczas oczekiwania na autobus, to Bóg postawiłby go różowego i z zieloną kokardką na ogonie. Poważnie.
Wczoraj zaufałem. On przyszedł z pokojem w sercu. Nie wiem, co będzie dalej, puściłem stery.
Chwała Panu!
Mateusz Sieński
Dużo łatwiej jest mi zobaczyć Ciebie w kościele, w ciszy, w czasie adoracji najświętszego sakramentu.

A przecież jesteś ze mną od samego rana :) w czasie szykowania śniadania, w drodze do pracy przez Pola Mokotowskie i w pracy - także w tych trudnych momentach, gdy systemy nagle przestają działać albo, gdy uświadamiam sobie, że kolejny dzień przyjdzie mi poprawiać cudzą pracę.

Dzięki Ci Panie za to dzisiejsze ćwiczenie z uświadamiania sobie Twojej obecności, nie tylko w kościele i wspólnocie, ale także w tych drobnych momentach mego życia!

Dzięki także za dzisiejsze spotkanie oazowe, wezwanie do świadectwa na temat mojego uczestnictwa w Ruchu i okazję do tego, aby zastanowić się nad drogą, na którą przyprowadziłeś mnie ponad 6 lat temu :)

Sporo zmieniłeś we mnie przez ten czas.
Coś zabrałeś, ale także bardzo wiele otrzymałem od Ciebie.
Towarzyszyłeś mi w każdym dniu, godzinie, minucie tej drogi - wtedy gdy zbliżałem się do Ciebie i także w momentach ciemności, czy tej zwykłej szarej codzienności.

I będziesz szedł ze mną tą drogą aż do wieczności!

Kamil Herba
Przyszedłeś do mnie Panie, mimo mojej słabości! Bo Ty już mnie ukochałeś, jako grzesznika i Ty już kochasz mnie najpełniejszą miłością, tak doskonałą, że nie da się ani odrobiny więcej! Przyszedłeś w innych ludziach, w rozmowach, gestach, w trosce bliskich mi osób. Panie, pokazałeś mi, że nawet najmniejszy gest miłości do bliźniego jest ważny i może nieść ogromną radość.

Chwała Panu!
Kinga Faryj
Pan zawsze jest przy mnie: jeszcze się nie obudziłam, a On już siedzi obok mnie i czeka, aż w Jego ręce powierzę ten nowy dzień, swoje działania i wszystkich ludzi, których właśnie On postawi dzisiaj na mojej drodze. Pan towarzyszy mnie przez cały dzień dzisiejszy we wszystkim: w cierpieniu i w radości... Pan przychodzi w każdej osobie. Dostrzegam Jego Miłości podczas Eucharystii, przyjmując przenjaświętsze Ciało Jezusa Chrystusa do swego serca. Uczy mnie pokory oraz prawdziwej miłości do swoich sióstr i braci. Odczuwam pokój, dobroć i Jego moc, którą zsyła na mnie. Jestem narzędziem w Jego ręku do spełniania świętej woli Bożej. Trzymając mnie za rękę, prowadzi do naszego Ojca w Niebie. Wszystko mogę w Tym, Który mnie umacnia...


Z Bogiem!
Antanina Yarashevich
Od kilku lat w każde Boże Narodzenie zastanawiałam się nad tym, jak to możliwe, że w Różańcu ,,Narodzenie Jezusa" jest tajemnicą radosną (a nie bolesną). Myślałam, jak strasznie przykro musiało być Maryi, że nikt z mieszkańców Betlejem nie zlitował się nad nią w takiej chwili; jak bolesny musiał być poród w nieludzkich warunkach; jak gorzka musiała być dla Józefa świadomość, że nie zdołał zapewnić swojej żonie i rodzącemu się Synowi Bożemu warunków godnych i bezpiecznych; jak ciężki start w życie ludzkie wybrał sobie Jezus...

11 marca tego roku nie myślałam już o tym wcale - było dawno po Bożym Narodzeniu. Urodziłam córkę. Wszyscy mi gratulowali, a ja sobie myślałam ,,Are you kidding me? Czego tu gratulować?!" Przepełniało mnie uczucie dojmującej porażki.

Od 11 marca mija równo 9 miesięcy. 9 miesięcy to taka okrągła ilość czasu, gdy się myśli o narodzinach. Skoro tajemnica jednak radosna, pora znaleźć jakieś pozytywy.

Zacznijmy od uczucia porażki. Przez prawie 2 godziny próbowałam z całych sił (których już nie miałam) wypchnąć Melę z siebie, a ona nie ruszyła się ani o centymetr. Położna dawała do zrozumienia, że nawalam i że zaraz zrobię dziecku krzywdę tym ociąganiem. Wiedziałam, że ktoś się za mnie modli, i też zaczęłam się modlić: ,,Boże, wyjmij ze mnie Melę, bo ja na pewno nie dam rady". Wtedy Bóg użył mięśni gładkich, w które mnie wyposażył, gdy mnie stwarzał, i Mela wyskoczyła cała na raz. Gdyby wyskakiwała na dwa razy, jak to się robi przeważnie, mogłaby się udusić pępowiną, którą miała owiniętą wokół szyi. A tak to 10/10. To był cud nr 1. Myślałam, że to porażka, że nie dałam rady ,,sama" i musiałam Jego wzywać na pomoc... kilka dni temu uświadomiłam sobie, że Jezus nie dał rady sam donieść krzyża na Golgotę (musieli przymusić Szymona, by mu pomógł).

Cud nr 2. Wiecie, jak daleka bywa droga z rozumu do serca. Wiadomo, że każdy człowiek jest tak ogromną wartością i że jego wartość nie zależy od produktywności. Ja jednak pojęłam to ,,sercem" dopiero, gdy popatrzyłam na moją córkę (produkującą wyłącznie kupki).

Tak to Bóg do mnie przemówił przez niemowlę. A Słowo stało się Niemowlęciem. Amen.
--

Kasia Kupidura-Pawlik
Pokój z Tobą!
Przed rozpoczęciem dzisiejszej Mszy Świętej roratniej dwie 9-letnie dziewczynki z mojej grupy Dzieci Bożych przyszły do mnie, z radością się przywitały, po czym ustawiły się w rządku razem z resztą dzieci z lampionami. W pewnym momencie Mszy Świętej, a dokładnie w chwili rozpoczęcia procesji komunijnej, widzę ze swej lewej strony dwie uśmiechnięte twarze. Odwracam się w ich kierunku i słyszę "Pokój z Tobą!" spoglądając na wpatrzone we mnie dwie pary dziecięcych oczu. Z lekkim zdezorientowaniem, ale i wielką radością podałam dłoń najpierw jednej, potem drugiej dziewczynce.
Czemu o tym wspominam? Bo właśnie tak przychodzi Jezus - niespodziewanie, przychodzi jako dziecko, przychodzi jako ten, który obdarza nas pokojem i pragnie, by ten pokój trwał w naszych sercach. Co Ty na to? Jesteś gotowy, by Jezus wprowadził pokój właśnie do Twojego serca?
Karolina Swend
Dobry wieczór :)

Zerwałem się rano, i popędziłem na roraty. Cały tydzień w biegu, zawalony pracą, byłem przekonany, że nie będę miał siły się podnieść, ale mimo wszystko odepchnąłem myśli o długim sobotnim śnie i śniadaniu, i wybiegłem z domu. Nie wiem, jak udało mi się pokonać pół Warszawy w tak krótkim czasie, i gdy wpadałem do kościoła byłem przekonany, że się spóźnię, ale otwierając drzwi usłyszałem pieśń na wejście, a zaraz kapłan rozpoczął: "W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego". A mnie ogarnęła ogromna radość, a wręcz wzruszenie. Po zmęczeniu i senności nie zostało ani śladu. "W imię Ojca..." - te słowa słyszałem przecież tyle razy, i zdaję sobie sprawę z ich znaczenia, ale na nowo tego ranka z ogromną siłą uderzyło mnie przekonanie, że chcę robić wszystko w to właśnie Imię. Że chcę podporządkować moje działania i mój dzień właśnie Jemu.

Mijały kolejne godziny, a ja trwałem w tym postanowieniu. I te roraty, które samym faktem, że zdążyłem na nie i prostym znakiem krzyża tak wielką dały mi radość i niesamowitą siłę, i zdawały się być niemożliwe do przebicia, okazały się dopiero początkiem. Ze wszystkich obowiązków czerpałem radość. Mimo drobnych porażek wciąż miałem na twarzy uśmiech. Przegrywając na zawodach, zamiast jak zwykle się przejmować, wspaniale się bawiłem. Spędzając czas z bliskimi czułem niesamowity spokój, i po prostu pragnąłem w tym trwać.

Dzięki Ci, Panie, za tę zaskakującą siłę, która wypchnęła mnie z łóżka, i za to wspaniałe, palące pragnienie, żeby zdążyć na spotkanie z Tobą, na Twoje przyjście.


Dobrej nocy :)
Karol Katerżawa
Radujcie się zawsze w Panu!

Zazwyczaj przeżywając Mszę Świętą, koncentruję się na sobie - na swoich doznaniach i problemach.
W tę Niedzielę intencja była wyjątkowa: dziękczynno-błagalna z okazji 80 urodzin mojej babci. I tym razem udało mi się na chwilę oderwać od siebie - czytania mówiące o radości świetnie łączyły się z dziękczynieniem za życie babci i to o nim mogłem myśleć. Piękne odkrycie - że Eucharystię mogę przeżywać razem z kimś, we wspólnocie, a nie samemu - chcę to jak najczęściej powtarzać.

Potem jeszcze Pan Bóg dawał wiele powodów do radości. Na przykład - obserwowanie mojego trzyletniego chrześniaka. Kiedy on się bawi, to nawet gdy zabawa trwa kilkanaście sekund, jest w nią bardzo zaangażowany, więc można w nią się wciągnąć wraz z nim. A do tego się często uśmiecha - zupełnie szczerze i ufnie.

Chwała Panu!
Bartosz Tarnawski
'Żywy kalendarz adwentowy? Kurcze, co ja mam napisać?'
Taka myśl mi przyszła po Mszy. Nie dziwne, jak dzisiejszy dzień (15.12) zaliczam do jednego
z najgorszych w tym roku akademickim. Nic mi dziś nie wychodziło: zaspałam za wf, później spóźniłam się na angielski i prowadząca ćwiczenia znowu chciała zabłysnąć niestosownym hejtem, potem na astronomię nie doszłam na czas, a po tym wykładzie najgorsze, czego cały dzień (CAŁY MIESIĄC!) się obawiałam - ANALIZA. W sensie poprawka egzaminu, ostateczna, decydująca o warunku, o mojej wolności. Tak, wolności.
Miałam i nadal mam świadomość, że nie zaliczę, bo ostatnie 3 tygodnie były pasmem kolokwiów i projektów, więc nie miałam zbytnio czasu, aby stricte poświęcić czas samej analizie. Ale jak zobaczyłam kartkę z zadaniami to - kuuuuurcze!- taki banał, a ja zrobiłam tak mało: jedno zadanie, a ruszyłam następne trzy. Na pięć. Także już zbieram na warunek.
A dodając jeszcze: spóżniłam się na Mszę (!), bo przedłużył się egzamin. Pooozdro.
Taki skrót dzisiejszego dnia.
A przechodząc do meritum.
Wracam do mieszkania i czuje wibracje w telefonie, odbieram i słysze: 'Wyjdziesz?'.
W sumie, czemu nie? Dzień gorzej mógł się skończyć tylko wtedy, gdybym została w mieszkaniu i zaczęła się uczyć do jutrzejszego kolokwium.
Tak, to wyjście to była bardzo dobra opcja. Bo buzia mi się sama śmieje, gdy tylko na Niego patrze. (Ps. dzięki za wieczór!)
I wiecie co? Jestem zadowolona z tego dnia, który właśnie minął. Dziwne? Mnie też to zaskakuje. Bo pomimo tego, że był taki okropny, to wreszcie szczerze mogę docenić drugiego człowieka, jego pomoc. Rozmowa bardzo buduje, a jak widzę właśnie po sobie, tego mi było trzeba.
Bóg siedzi w każdym z nas i szczególnie druga osoba może Go w nas odnaleźć.



Cieszę się, że mogłam się z Wami tym podzielić. Nie zamartwiajcie się, jak Wam coś nie wychodzi. Bo to nie Wy musicie widzieć w tym sens, tylko Bóg. On wie co robi. ;))
Dobranoc! ;)
Justyna Orłowska
Biedak zawołał i Pan go usłyszał!

Często próbuję wszystko robić swoimi siłami. Naprężam swoje muskuły i próbuję dźwigać ten kamień, który mam. Jeżeli nie mam na coś przygotowanego planu działania - a tak bywa z reguły - usiłuję na szybko wymyślić, co powinienem zrobić za chwilę. Strasznie się spinam wewnętrznie i w dodatku umyka mi to, co dzieje się teraz. A jeśli ten plan mam już przygotowany, to jeszcze gorzej - przecież zawsze może stać się coś, czego nie przewidziałem wcześniej! Straszne, nie? Syzyfowa praca.

Ale! W to wszystko wchodzi Bóg. On przychodzi się ze mną spotkać.
Przynosi swój pokój.

Dzisiaj w czasie mszy miałem posługiwać w scholi i zaśpiewać psalm. Dla mnie to wielkie wydarzenie, jeszcze nigdy nie śpiewałem psalmu przy tak dużym zgromadzeniu. Kiedy spóźniony przygotowywałem się do wyjścia na próbę, zastanawiałem się - dla kogo to robię? Dla siebie, czy dla Boga? Przychodząc przed mszą do kościoła, zestresowany czekającym wystąpieniem i rozkrzyczany w środku (hej! pamiętasz, że masz dziś napisać coś do kalendarza adwentowego? może napiszesz o tym, co?! albo o tamtym!) otrzymałem natchnienie. Wziąłem ten psalm, który miałem później zaśpiewać i zacząłem się nim modlić. Wtedy przypomniałem sobie te sytuacje, kiedy zostałem wybawiony z ucisku - ja lub moi przyjaciele. Kiedy byliśmy w sytuacji, z której nie widzieliśmy wyjścia i to wyjście wskazał Bóg. Nasze nawrócenia. I w ogóle wszystkie łaski, którymi ostatnio zostałem obdarzony - których własnymi siłami nigdy bym nie uzyskał (kurcze, jak to teraz piszę, to coraz więcej sobie przypominam :) ). I wtedy już wiedziałem, że tym psalmem chcę podziękować Mu za to wszystko :)

W tym wszystkim chwała Panu, który jest źródłem naszego pokoju!
Kacper Świerzowicz
Nie oddałam życia Bogu.
Środa miała być standardowa: roraty, uczelnia, korepetycje, próba scholi. Miało być bez udziwnień i rutynowo, wszędzie miałam być, a wszędzie się spóźniałam. Pierwsza moja myśl: miałaś mieć idealny dzień, za który potem podziękujesz Panu Bogu i pięknie to opiszesz. Od samego rana chciałam dziękować Bogu za rutynę, ale On słusznie wprowadził korektę do mojego życia i znów dostałam pstryczka w nos za zgrywanie zuchwałej Zosi Samosi w planowaniu i przewidywaniu.

Zamiast siedzieć na zajęciach spędziłam czas na przemiłej rozmowie, która jeszcze bardziej zbliżyła mnie do pewnej osoby. Zosia Samosia - typowy palacz mostów - nawet pomyślała sobie, że może warto dać ludziom szansę i bardziej się na nich otworzyć, a może nawet spróbować się zaprzyjaźnić (sic!).

Ni stąd, ni zowąd pojawił się temat mojego imienia i po raz tysięczny pomyślałam, że mam najbardziej puste imię na świecie. „Należąca do Pawła” – o zgrozo! Mogło oznaczać np. silna, niezależna, kochająca, ale nie, jest tylko należąca do kogoś.
I to do faceta. Żal.

Nie uznaję przypadków, w moim słowniku już od dawna zamieniłam słowo „przypadek” na „Bóg”, i po przeczytaniu dzisiejszej Ewangelii jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że Bóg rzeczywiście chce mi coś powiedzieć. ON ma cały czas słuchawkę przy uchu, wciąż wybiera mój numer, wciąż się dobija, a ja albo odrzucam połączenie (swoją drogą szkoda, że nie może nagrać się na pocztę głosową), albo rzucam słuchawką w trakcie rozmowy, albo zupełnie nie zauważam, że dzwoni.
A dzwoni cały czas…

Do rzeczy: rodowód Jezusa pełen jest imion znanych i nieznanych. Dla mnie w przeważającej części nieznanych, ale czy ci ludzie nie odegrali ważnej roli w planie zbawienia? Każdy miał konkretną funkcję, był nie do zastąpienia i bez niego nic by się nie udało, nawet jeśli wcześniej nikt go nie znał i nikt o nim nie słyszał. Bóg wypełnił jego imię po brzegi. Wobec każdego miał przygotowany plan i każdy był mu potrzebny. Bóg nie traktował tych ludzi jak masy, każdy był jednostką doskonałą z niepowtarzalnym pakietem zalet i wad, talentów i słabości. Przecież też jestem taką jednostką, a zamiast za to dziękować, użalam się nad pustką mojego imienia. I bardzo dobrze, i chwała Panu, niech będzie jak najbardziej puste! Im bardziej puste, tym więcej miejsca dla Niego.

Mój Osobisty Ojcze Wszystkich, dziękuję Ci, że nie jesteś Bogiem rutyny.
Dziękuję Ci za wszystkie dzisiejsze ekstrawagancje i za to, że zwykłe zmieniasz w niezwykłe.
Dziękuję Ci, że kochasz mnie nieidealną i nie pozwalasz mi być doskonałą.
Dziękuję Ci, że znajdujesz metody w moim szaleństwie i bez problemu odnajdujesz mnie w moim bałaganie (ja wciąż potrzebuję mapy).
Dziękuję Ci za to, że jesteś Bogiem Nowych Szans i wciąż uczysz mnie pokory wobec innych ludzi; uczysz, jak dawać komuś szansę i nie oceniać go.
Dziękuję Ci za moje imię i za to, że „wyryłeś je sobie na obu dłoniach”. Masz wobec mnie, Pauliny Jakubowskiej, konkretny plan i choćby nikt mnie nie znał i nikt o mnie nie pamiętał, Ty zawsze jesteś ze mną.
Dziękuję Ci za wiarę, że wszystko będzie dobrze, gdy Ty będziesz. Przecież Mój Tatuś mi to obiecał.
Dziękuję Ci za wszystkie dzisiejsze wydarzenia, a zwłaszcza za to, że nie pozwoliłeś napisać mi tych wszystkich rzeczy, które wymyśliłam dwa dni wcześniej.

Nie oddałam życia Bogu. Chcę robić to cały czas.

Chwała Panu!

PS „Należąca do Pawła” – przecież jest taki jeden Paweł, do którego mogłabym w pewnym sensie należeć. Też lubił się rozpisać.
Paulina Jakubowska
Byłam na roratach. Pierwszy raz
w Adwencie, a już przecież 18 dzień. Byłam dlatego, że wpisałam się na dzisiaj do "Żywego kalendarza adwentowego". Wpisałam się, bo wiedziałam, że nic innego nie zmotywuje mnie do wstania o 6:15, kiedy mogę spać do 7:30. Czasem tylko zewnętrzna motywacja na mnie działa. I rzeczywiście zadziałała. Poszłam nawet potem na śniadanko, bo miałam chwilę czasu. Dla mnie to jest największa łaska dnia dzisiejszego :)

I za to po prostu Chwała Panu!
Kasia Witkowska
Adwentowy... czyli przygotowujący do narodzin Boga.

Co tu jeszcze można dodać, przecież za tyle lat już tyle powiedziano... a jednak.
A jednak każdy przeżywa to po innemu.
Dziwne to jest w moim przypadku, bo od dziecinstwa obchodziłam Boże Narodzenie z rodziną 7 stycznia. A już od kilku lat co raz częściej zastanawiam się: może większość świata ma rację, może warto świętować 25 grudnia?
Ale co w takim razie zrobić z moją tradycją i z moim poczuciem obowiązku przed Panem? Nie mogę przecież tak po prostu powiedzieć: "Wiesz, od dzisiaj będziesz się rodzić wcześniej...." Wierzę w Jednego Boga, który jest różny...
W takich chwilach wątpliwości probuję sobię uświadamiać, że całe to święto jest tylko na pamięć o Jego pierwszym przyjściu do świata, że tak na prawdę On cały czas przychodzi, przychodzi do każdego osobiście i w inny sposób, przychodzi niezależnie od daty na ludzkim kalendarzu.
Nie wiem, czy tak to jest, ale chcę w to wierzyć i wierzę.

Dzisiaj Bóg przyszedł do mnie w mojej rodzinie, w uśmiechu chorego dziadka i ze Świętym ukraińskim Mikołajem :)
Chwała Panu!

Dobranoc,

Krysia Masłowska
Jestem Bogu wdzięczna za Maryję , która nauczyła mnie zadawać Bogu pytania.
Na pytania Bóg odpowiada różnie, czasem od razu, a czasem nie.
Dzisiejszy dzień był kolejnym dniem w którym trwam w pytaniu, cierpliwie (-w sumie różnie, ale się staram) oczekując na odpowiedź.
Jestem Bogu wdzięczna za pytania, na które już odpowiedział, m.in. co nadaje mojemu życiu sens:
bycie dla drugiego człowieka.
Dziś na roratnim kazaniu ksiądz potwierdził siłę i wagę przyjaźni, co pasuje do tego wyżej, a także do mojego dzisiejszego spotkania, z uczestniczką oazy, podczas, którego mogłam po prostu dla niej być.

Niecodziennym wydarzeniem z dziś było zakończenie „Nowenny uzdrowienia”/ ”Krucjaty Eucharystycznej” (-różnie jest nazywana) za mojego tatę.
Polegało to na przyjęciu
4 Eucharystii wynagradzających za 4 pokolenia przed tatą,
9 Eucharystii wynagradzających za 9 miesięcy bycia taty, w brzuszku u babci i
64 Eucharystii wynagradzających za każdy rok jego życia,
a także bonusową oddałam za ten najbliższy rok.
Dziś oficjalnie ją zakończyłam i jestem szczęśliwa, że Bóg mnie do tego uzdolnił.
(I nawet jak o tym dziś myślałam to wszyło słońce, które uwielbiam, bo przypomina mi o Bożej obecności w naszych codziennych dniach.)

Chwała Panu :)
Monika

Na deser do sprzątania/gotowania nie ważne, aby z radością: link


PS Podziękowania dla Pati Matys bez której mogłabym nie wstać na roraty :*
Monika Szurnicka
Cały dzień myślałam, co tu napiszę. Starałam się wyłapać każde najmniejsze zdarzenie, które mogłoby prowadzić do sensownych wniosków. Starałam się dobrze przeżyć tę niedzielę, bo przecież wstyd zrobić coś nie tak w dniu kiedy mam wpis do żywego kalendarza. Miałam nadzieję, że może wydarzy się dziś coś zaskakującego, czym będę mogła się podzielić. I co? I nic.
Niedziela w przedświątecznym nakręceniu. Nieidealna, wśród nieidealnych relacji, moje nieidealne zachowanie. Ale wiem, że Jezus przychodzi do nas takich nieposkładanych. Grunt to kierować wzrok na Niego. Można zgubić się w formie, czego doświadczyłam dziś. Można myśleć nawet o dobrych rzeczach- żywym kalendarzu czy obowiązkach, zamiast o Bogu, dla którego robimy to wszystko.
Dziękuję Bogu za tę perspektywę, że On jest najważniejszy i jest ze mną choć często tego nie zauważam i wołam Go stojąc tuż obok.
Dziękuję za wszystkie sprawy, którymi żyję oraz wszystkie wiadomości na które czekam, bo przez nie pokazuje mi, że tylko czekanie na Niego i życie z Nim ma sens.
Dziękuję Panu za wszystko, co pokazał mi dziś przez pryzmat żywego kalendarza m.in. Eucharystię, kazanie księdza, opanowywanie nerwów, rozmowę z tatą o Kościele.
Dziękuję za to, że wypełnia to wszystko co pozornie wydaje się "niczym".

Chwała Panu za dar tego dnia i Jego dzieła w każdym z nas!
Z modlitwą,
Kinga

Ps. A Wy dziś za co dziękujecie?
Kinga Ziętek
"Święta Maryjo, módl się za nami teraz i w godzinie śmierci naszej. Amen."

W dzisiejszej podróży (do domu) czytałam pewną książkę, wybrałam z niej dwa fragmenty (pogrubiona czcionka), które mi się spodobały i według mnie łączą się ze Słowem Bożym/Ewangelią na dziś (dotyczy modlitwy Maryi). W Magnifikat można wyróżnić dwie części:

1.Pierwsza jest osobistym uwielbieniem Boga przez Maryję (:

"«Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu" Łk 1, 46-47

"Całym swym sercem raduję się w Panu" ~1 Sm 2, 1

"-Panie, chciałbym ujrzeć Twoje oblicze, podziwiać Twą twarz, kontemplować Cię...! Tak bardzo Cię kocham, tak bardzo pragnę, Panie."

(słowa z Ps 27,8: "O Tobie mówi moje serce: «Szukaj Jego oblicza !» Szukam, o Panie, Twojego oblicza;")


2.Natomiast w drugiej widzimy Jej troskę o pokornych i ubogich – tych, którzy oczekują Pana: Ona modli się za nas (:

"A Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenia nad tymi, co się Go boją." Łk 1,50-51

"Ujął się za sługą swoim, Izraelem, pomny na swe miłosierdzie. Jak obiecał naszym ojcom, Abrahamowi i jego potomstwa na wieki.»" Łk 1,54-55

"prośba sformułowana ze świętą bezczelnością: Oto jestem, dlatego, że Ty możesz! Dlatego, że Ty kochasz! Matko moja, Matko nasza (...), chroń nas przed tym, co przeszkadza być Twoimi dziećmi, co próbuje zamazać naszą drogę albo fałszować nasze powołanie. Nie pozwolę na to, bo nie chcę zostać potępiony; ale nie dopuszczaj działania złych sił. Przeciw Tobie szatan niczego nie zrobi, jakże nie miałbym liczyć na tę pewność? Zdrowaś Maryjo, Córko Boga Ojca, zdrowaś Maryjo, Matko Boga Syna, zdrowaś Maryjo, Oblubienico Boga Ducha Świętego; zdrowaś Maryjo, Świątynio Trójcy Przenajświętszej, ponad Tobą tylko Bóg! Okaż nam, żeś naszą Matką! Bądź wspaniałą!

Kocham Cię najbardziej jak mogę. Tyle błędów popełniłem w życiu, ale kocham Cię ze wszystkich sił. (...) Wysłuchaj nas: wiem że możesz!"

Chwała Panu!
Patrycja Matys
Mam długą listę rzeczy do zrobienia. Wiele z nich miało być już zrobionych. A nie są.

----

Trudno powiedzieć, kiedy ten dzień się zaczął, bo za dużo nie spałem. Według mnie zaczął się koło północ. Nie była to sprawa zegarka, po prostu mniej więcej wtedy zaczęliśmy śpiewać. Dzięki Bogu, miałem dość spokoju, żeby zostawić różne sprawy daleko od siebie. Inaczej bym o tej godzinie był w domu, a może nawet spał.

Tak, potem byłem na roratach. Tak, pierwszy raz w tym roku, tak, w parafii, tak, kazanie było nudne. Ale to dzięki niemu poczułem atmosferę w domu Zachariasza. Krewni dosłownie odurnieli - dlaczego Jan? Przecież nie było takiego w rodzinie. Starzy chyba postradali zmysły. Czyj to w ogóle pomysł?

Boga.

Boży zamysł każe mi tęsknić, tak, abym nie chciał spać. Śpiewać, czuwać, oczekiwać, ale nie spać. Nie ze stresu czy strachu. Z pragnienia.

----

Zrobiłem dziś parę rzeczy z tej listy. Ale moje serce nie było w tych rzeczach. Dzięki tęsknocie mogę wrócić do obowiązków i nie zapomnieć o Nim. I dostrzec, że przychodzi.


Chwała Panu!

Piotr Suwara
Dariusz Szabłowski
To wreszcie dzisiaj, Wigilia Bożego Narodzenia... :)


Skąd nazwa Wigilia?
Pochodzi od łacińskiego słowa "vigilare", to znaczy: czuwanie, stanie na straży, bycie gotowym.

Czy ja czuwam, stoję na straży, jestem gotowy?

Dzisiaj zasiądziemy do uroczystej wieczerzy w gronie najbliższych.

Dzisiaj także o północy we wszystkich polskich kościołach odprawiane są uroczyste Msze św., tzw. pasterki.

Może się wybiorę?


Istotą Wigilii Bożego Narodzenia jest przyjście na świat Chrystusa jako Człowieka, dlatego też mocno akcentowany jest element rodzinny.
Celebrujmy ten wieczór, a szczególnie skoncentrujmy się na takich wartościach jak: otwarcie, wzajemna miłość, pokój i pojednanie, szczególnie gdy w rodzinie istnieją jakieś napięcia.
To szczególna wartość Wigilii Bożego Narodzenia, czemu tego nie wykorzystać? :)


Już jutro urodzi się nam Zbawiciel!

Chwała Panu! :)
Aleksandra Fidelus
Full transcript