Loading presentation...

Present Remotely

Send the link below via email or IM

Copy

Present to your audience

Start remote presentation

  • Invited audience members will follow you as you navigate and present
  • People invited to a presentation do not need a Prezi account
  • This link expires 10 minutes after you close the presentation
  • A maximum of 30 users can follow your presentation
  • Learn more about this feature in our knowledge base article

Do you really want to delete this prezi?

Neither you, nor the coeditors you shared it with will be able to recover it again.

DeleteCancel

Rejs Lizbona- Faro

No description
by

Weronika Nadzikiewicz

on 27 April 2017

Comments (0)

Please log in to add your comment.

Report abuse

Transcript of Rejs Lizbona- Faro

Z Lizbony do Faro...
...a przynajmniej taki był plan
W rejsie wzieli udział instruktorzy i wędrownicy Chorągwi Gdańskiej.
Planowaliśmy w ciągu 10 dni przepłynąć z Lizbony do Faro.

Gdańsk
Lizbona
Sines
Lagos
Gibraltar
Ceuta
Sewilla
Faro
Kadyks
Zdobyć szczyt góry w czasie rejsu po oceanie!
Marokański
targ
Tradycją rejsów naszego Zespołu Pilota są awarie silników!
... więc i na naszym rejsie, nie mogło jej zabraknąć. Dzień po wypłynięciu z Lizbony, silnik stracił chłodzenie. Kapitan, wraz z trzecim oficerem zabrali się za naprawę...
... reszta załogi miała w tym czasie okazję obserwować spore stado delfninów, przyzwyczajać się do gorąca oraz zanosić do sił wyższych prośby o powodzenie naprawy...
...które okazały się skuteczne i już po 6 godzinach mogliśmy używać silnika!
Przez większą część rejsu, sprzyjała nam pogoda, kołysaliśmy się na pełnych kursach i świetnie się bawiliśmy.
Dbaliśmy o zdrową
dietę.
Nawet kapitan, czasem pomagał w pracach na pokładzie (przynajmniej tak brzmi oficjalna wersja!)
Po ciepłych wodach!
Nie zawsze jednak było łatwo!
Etap pomiędzy Kadysem a La Linea był zdecydowanie najbardziej wymagającym momentem rejsu. Poczuliśmy silne prądy oraz wiatry, wiejące w okolicach Tarify. Nie obyło się bez halsowania, czy słonej fali, chlapiącej sternikowi w twarz.
Mimo to, pierwsze spojrzenie na wyłaniający się z mgły, afrykański brzeg, zachwyciło chyba każdego członka załogi.
Na koniec, pozostało już tylko czujnie nawigować przez Cieśninę Gibraltarską i mogliśmy zacumować
w La Linea.
Dwa razy w poprzek Cieśniny Gibraltarskiej
Cieśninę przeszliśmy w poprzek dwa razy, raz płynąc do Ceuty, a raz wracajac do La Linea. Oba przejścia wymagały szczególnej czujności z uwagi, na ogrmną ilość statków, przechodzących cieśninę. Mimo to, widok Giblartaru wyłaniającego się z gęstej (szczególnie przy drugim przejściu) mgły, był niezapomniany.
Z Ceuty, autobusem, dotarliśmy do granicy pomiędzy Hiszpanią a Maroko. Z tamtąd, po odpowiedniej odprawie, na pilnie strzeżonym przejściu granicznym, marokańskimi taksówkami udaliśmy się do najbliższego większego miasta.
Tam oczarował nas ogromny, gwarny targ. Pełen egzotyki i bardzo autentyczny, nie przypominał nastawionych na turystykę, europejskich rynków. Był przez to fascynującym, ale i budzącym niepokój miejscem.
Mimo to, z 10 euro, wymienionymi na drihmy ruszyliśmy na jego podbój. W ciągu kilku spędzonych tam godzin, staraliśmy sie spróbować wszystkich lokalnych przysmaków, zaczynając od kawy, przez słodycze i owoce, kończąc na ślimakach i ugotowanym na nich rosole.
Będąc w angielskiej części, wyruszyliśmy, żeby zdobyć szczyt Gibraltaru. Pomimo gorąca i długiej drogi do pokonania, piękny widok oraz spotkanie z jedynymi, wolno żyjącymi w Europie, małpami, było tego warte.
Do La Lineal przybyliśmy wieczorem, ale już następnego dnia rano, ruszyliśmy na drugą stronę Cieśniny, zwiedzanie samego Gibraltaru, pozostawiając na następny dzień.
Gibraltar
po raz drugi.
Po powrocie z Ceuty, udaliśmy się na chwilę do Anglii, a późnym wieczorem, zaczeliśmy przygotowania do drogi powrotnej.
Z La Linea udaliśmy się autobusem do Sewilli. Tam 8 godzinną przesiadkę, wykorzystaliśmy na zwiedzanie. Tym samym, Sewilla, stała się kolejnym niespodziewanym przystankiem naszej podróży.
Kolejny autobus przywiózł nas na lotnisko w Faro, gdzie przetrwaliśmy noc,
żeby z samego rana,
6 września, polecieć do domu.
23 sierpnia 2016 roku, wyruszyliśmy busem z Gdańska w trwającą 2 doby, pełną przygód i wyzwań drogę do Lizbony.
Naszej liczącej 9 osób załodze przewodził kapitan Andrzej Sawuła.
Podzieliliśmy się na trzy wachty, pod dowódzctwem oficerów wachtowych:
Karoliny Radziszowskiej
Weroniki Nadzikiewicz
Jakuba Leczszyńskiego- Czeczatki
Po dwóch dniach podróży dotarliśmy do Lizbony, gdzie zaokrętowaliśmy się na nasz jacht.
S/Y Jagiellonia
To jacht typu Opal III, którego właścicielem i armatorem jest Krakowski Yacht Club.
Jacht został zwodowany 18 listopada 1975. Posiada klasę PRS oraz wyposażenie do żeglugi bez ograniczeń
Wyposażony jest w: silnik mercedes 240D, komplet żagli, radiostację VHF z DSC, komputer pokładowy typu tablet PC, sprzężony z odbiornikiem GPS oraz AIS, NAVTEX, dodatkowy odbiornik GPS Garmin, Echosondę i log, radiopławę EPIRB.
Wkrótce potem ruszyliśmy
na zwiedzanie Lizbony.
Późnym wieczorem, zapoznaliśmy się z lokalną kuchnią, ze zwyczajem biesiadowania przy stołach ustawionych na chodnikach przed restauracjami i z tradycyjną muzyką na żywo.
Przed pierwszym wypłynięciem,
skorzystaliśmy z bogactwa
lokalnych owoców i warzyw.
Następnym prtem, do ktorego zawineliśmy, było Sines, urokliwe miasteczko, w którym urodził się Vasco da Gama.
Tutaj udało się nam też po raz pierwszy skorzystaliśmy z uroków portugalskich plaż.
To jedna z najatrakcyjniejszych miejscowości w Algarve. Wielką atrakcją tego modnego kurortu, są plaże, wkomponowane pomiędzy klify, pełne grot i tunelii. Tam właśnie, spędziliśmy większość czasu, podczas postoju w tym porcie.
Wspólne gotowanie i próbowanie lokalnych produktów było dla nas bardzo istotną częścią rejsu.
Jak to się stało,
że popłyneliśmy na Gibraltar?
część 2
W czasie zwiedzania Kadyksu otrzymaliśmy bardzo ważny telefon: armator zgodził się sfinansować nasz przejazd z Gibraltaru do Faro, a to oznaczało, że możemy płynąć dalej!
Jak to się stało, że popłyneliśmy na Gibraltar?
część 1
Nasz rejs, miał zakończyć się w Faro i tam mieliśmy jacht przekazać kolejnej załodze. Niestety, po przeanalizowaniu trudnego podejścia w kontekście wciąż nieco dławiącego się silnika, postanowiliśmy stanąć w innym porcie, niedaleko Faro.
W czasie rozmowy z armatorem, okazało się, że załoga, która miała przejąc od nas jacht, wycofała się. W związku z tym, przedstawiciel Yacht Clubu, zaproponował, żebyśmy popłyneli dalej i postawili jacht w taniej marinie w La Linea, zamiast zostawiać go na drogim wbrzeżu Algarve. Z naszej strony, problemem była jednak cena biletów z Gibraltaru do Faro, skąd mieliśmy samolotem wrócić do Polski.
Armator obiecał przemyśleć tą kwestię, a my, pełni nadziei, korzystając z czasu i dobrych warunków, popłyneliśmy do Kadyksu.
Okazał sie być pięknym miastem, które odnalazło równowagę pomiędzy autentycznym klimatem
a turystyką.
Wraz z Gibraltarem,
nazywana była przez starożytnych słupami Herkulesa, jednak tym razem zdecydowani byliśmy nie zwiedzać miasta.
Nasza podróż, trwała łącznie 15 dni,
z czego 11 spędziliśmy na jachcie.

Spotykały nas zarówno niespodziewane trudności, jak i szanse. Dzięki nim, nasz rejs, był dużo bardziej niezwykły,
a zawiązane przyjaźni, mocniejsze niż się spodziewaliśmy.
Na koniec, można powiedzieć tylko tyle, że już nie możemy się doczekać przyszłorocznego rejsu!
Tajne hasło rejsu :
Miej YOLO w sercu!

Latający Potwór Spaghetti
To były na prawdę twarde negocjacje!
Bilety do Faro,
kupowaliśmy
za pomocą pisma
obrazkowego.
Zdjęcia wykonali:
Karolina Radziszowska
Andrzej Sawuła
Julia Korona
Dziękuję za uwagę
Weronika Nadzikiewicz
Full transcript