Loading presentation...

Present Remotely

Send the link below via email or IM

Copy

Present to your audience

Start remote presentation

  • Invited audience members will follow you as you navigate and present
  • People invited to a presentation do not need a Prezi account
  • This link expires 10 minutes after you close the presentation
  • A maximum of 30 users can follow your presentation
  • Learn more about this feature in our knowledge base article

Do you really want to delete this prezi?

Neither you, nor the coeditors you shared it with will be able to recover it again.

DeleteCancel

Make your likes visible on Facebook?

Connect your Facebook account to Prezi and let your likes appear on your timeline.
You can change this under Settings & Account at any time.

No, thanks

Polskie legendy

No description
by

Kamila Ocimek

on 13 June 2014

Comments (0)

Please log in to add your comment.

Report abuse

Transcript of Polskie legendy

Źródła:
http://www.flickr.com/
http://www.commons.wikimedia.org/


Polskie legendy
Przed laty w Warszawie żył pewien płatnerz o imieniu Melchior, który słynął z jakości zbroi, które wykonywał. O wykonanych przez niego tarczach mówiono, że są tak doskonale wypolerowane, że można się w nich przejrzeć. Mężczyzna miał dwójkę ukochanych dzieci – chłopca i dziewczynkę.
Pewnego razu do miasta przybyli wędrowni artyści. Dzieci prosiły ojca, aby pozwolił im pójść na rynek obejrzeć występy. Mężczyzna uległ namowom, jednak przestrzegał, aby nie zbliżały się do starej kamienicy na Krzywym Kole. Podobno w jej piwnicach straszy, a ci, którzy odważyli się tam wejść przepadali bez śladu.
Tymczasem Melchior był coraz bardziej zaniepokojony o swoje dzieci. Postanowił ich poszukać, a po drodze zauważył tłum zgromadzony przed kamienicą na Krzywym Kole. Ludzie rozmawiali o artyście, który ruszył do piwnic w poszukiwaniu skarbów, inni szeptali o dzieciach, które poszły za nim. Ojciec domyślił się, iż mowa o jego dzieciach. Wrócił czym prędzej do domu, wziął z warsztatu najpiękniejszą i najbardziej lśniącą tarczę i ruszył na Krzywe Koło do podziemi starej kamienicy.


Każdy region w Polsce posiada swoją niesamowitą historię owianą przygodami legendarnych bohaterów, władców i istot pozaziemskich.
Chciałabym zabrać Was w tę magiczną krainę, sięgającą swą historią w lata bardzo, bardzo odległe.
Polskie legendy zobrazują nam przeszłość, widzianą przez pryzmat cudowności i niezwykłości, lecz nie zapominajmy, że w każdej legendzie jest szczypta prawdy…

Warszawa
Obecna stolica Polski posiada wiele legend. Oto kilka z nich:
Legenda o Bazyliszku
Legedna o Syrence Warszawskiej
usiadła na kamieniu i zaczęła śpiewać... Rybacy byli tak zafascynowani jej głosem, że nie byli w stanie się poruszyć. Jednak najstarszy z nich otrząsnął się i wyjął z kieszeni wosk.
- Zatkajmy tym uszy!
Wszyscy trzej włożyli wosk w uszy i nie słysząc pięknego śpiewu syreny, zarzucili na nią sieć. Przerażoną wyciągnęli na brzeg i zanieśli do chaty. Kazali najmłodszemu rybakowi pilnować jej, a sami udali się przygotować wóz, którym chcieli zawieźć syrenę do księcia. Młody rybak gdy zobaczył, że syrena otwiera usta, odetkał sobie uszy, by usłyszeć co mówi.
- Wypuść mnie, proszę.
- Mam cię uwolnić? - zapytał zdziwiony.
- Tak. Uwolnij mnie i chodź ze mną - namawiała syrena i zaczęła cichutko nucić jedną ze swych pieśni.
Rybak, który zauroczył się jej głosem, wziął ją na ręce i zaniósł na brzeg Wisły. W tym samym czasie, gdy rybacy wrócili i zobaczyli, że chata jest pusta, ruszyli za nimi.

Było za późno. Syrena dopływała już do środka rzeki. Przestraszony młody rybak słysząc krzyki współtowarzyszy również skoczył do wody i podpłynął do syreny. Ta zatrzymała się na chwilę i zawołała do stojących na brzegu:
- To dla was śpiewałam co noc! Chciałam wam umilać czas i ostrzec, gdyby groziło wam niebezpieczeństwo! A wy potraktowaliście mnie jak zwykłą rybę, złapaliście i chcieliście sprzedać za garść złota! Dlatego odchodzę! Jeżeli kiedykolwiek wrócę, to tylko z mieczem i tarczą, aby was bronić. Ale pamiętajcie, tylko wtedy, gdy nie będziecie mogli sobie sami poradzić.
Po tych słowach zniknęła na zawsze, a wraz z nią rybak, którego nigdy więcej już nie zobaczono.
Dziś na miejscu rybackiej wioski powstało wielkie miasto - Warszawa. Mieszkańcy ustawili swojej obrończyni pomnik na brzegu Wisły na znak, że nigdy o niej nie zapomnieli – z tarczą i mieczem uniesionym do góry.


Legenda o Warsie i Sawie
Legendy Krakowskie
O Smoku Wawelskim
O Wandzie co Niemca nie chciała
Dawno, dawno temu, Polskę pokrywała puszcza, pełna dzikiej zwierzyny, a ludzie mieszkali w maleńkich osadach. W jednej z nich, na brzegu Wisły, mieszkał młody rybak Wars.
Od tej chwili czekał tylko na kolejny nocny połów i spotkanie z syreną, mimo iż ona nie miała pojęcia ani o jego istnieniu, ani o uczuciu. Pewnej nocy nieostrożnie wystawił głowę ponad trzciny, a wtedy, zaskoczona jego widokiem syrena podpłynęła i zagniewana zapytała:

- Dlaczego mnie podglądasz i podsłuchujesz?
- Jestem rybakiem... - zaczął się tłumaczyć Wars – Tak, wiem, że nie powinienem cię podglądać, ale kiedy pierwszy raz cię ujrzałem, zakochałem się w tobie i nie mogę bez ciebie żyć.
Syrena popatrzyła na niego i westchnęła:
- Ja też Cię widziałam i także cię pokochałam. Ale przecież tak bardzo się różnimy...
Wiedzieli, że byli dla siebie stworzeni. Wtedy właśnie Sawa - bo tak miała na imię złotowłosa syrena - przypomniała sobie o czymś: jeśli syrena zakocha się w człowieku, a ten odwzajemni jej uczucie, może utracić swój rybi ogon i stać się kobietą. Wars bez wahania poprosił Sawę o rękę, a ona zgodziła się z radością, po czym wyszła na ląd. Opadły rybie łuski i zamiast ogona pojawiły się nogi.

Po ślubie, Wars i Sawa żyli długo i szczęśliwie. Wokół ich chaty powstała duża osada rybacka, a ludzie na pamiątkę postanowili nazwać ją Warszawą, od połączenia imion Wars i Sawa.

Po latach Warszawa stała się stolicą Polski.


Mieszkańcy Krakowa byli przerażeni. Żaden ze śmiałków, chcących pokonać smoka, nie wracał żywy z jamy potwora. Król i poddani stracili nadzieję na ratunek.
Gdy wydawało się, że wszystko już stracone i lud Krakowa czeka zagłada z powodu braku bydła, na dworze króla pojawił się ubogi szewczyk.
- Panie mój, myślę, że wiem jak pokonać smoka - zwrócił się do króla.
W królewskiej sali rozbrzmiały śmiechy rycerzy.
- Nie wiesz, że smoka nikt nie jest w stanie pokonać?
Król Krak był jednak mądrym i rozważnym władcą, wiedział, że nie można marnować żadnej szansy uwolnienia się od smoka.
- Dobrze, pokonaj smoka, a zostaniesz nagrodzony.
Szewczyk ukłonił się i odszedł, obmyślając swój plan.
Zabił najdorodniejszego barana, a potem wypchał go siarką i dokładnie go zaszył.

Przez wiele lat w Krakowie rządził kochany przez wszystkich król Krak.
Był mądrym i sprawiedliwym władcą, dlatego po jego śmierci poddani
posmutnieli i z lękiem patrzyli na swą przyszłość - król nie pozostawił po sobie męskiego
potomka, tylko jedyną córkę - Wandę.
Obawiano się, że księżniczka nie poradzi sobie z rządzeniem królestwem. Jednak Wanda odziedziczyła po ojcu mądrość i sprawiedliwość, była dobrą władczynią i szybko zdobyła serca poddanych.
Do Niemiec, gdzie władzę sprawował książę Rydygier, dotarły wieści o pięknej i mądrej księżniczce. Postanowił zdobyć jej rękę za wszelką cenę. Wysłał więc do Krakowa posłów z rozkazem:
- Jeśli nie zechce zostać moją żoną, wymuście na niej zgodę groźbą.

Gdy Niemcy ujrzeli Kraków, nie mogli wyjść z podziwu, a gdy ujrzeli księżniczkę, wpadli w jeszcze większy zachwyt.
- Pani, przybywamy w imieniu wielkiego księcia Rydygiera, który zakochał się w tobie słysząc o twej urodzie i mądrości. Książę przysyła ci dary i prosi o twoją rękę.
Wanda odrzekła:
- Podziękujcie swemu księciu, ale powiedzcie, że nie mogę zostać jego żoną. Moje miejsce jest tu, wśród mego ludu i na mojej ziemi.
Legendy Śląskie
O Skarbniku - duchu kopalni
Dawno temu na Śląsku, wielu górników pracowało w kopalniach w bardzo ciężkich warunkach. Kopalnie były bardzo niebezpieczne, zdarzało się, że ze ściany odłupało się zbyt wiele węgla, który zasypywał górników. Bywało, że gasło też światło i górnicy gubili się w starych korytarzach. Wtedy pojawiał się Skarbnik - dobry duch kopalni. Brodata postać, paląca fajkę, z małym kilofem w dłoni i świeczką przymocowaną do opaski na czole. Ostrzegał górników przed niebezpieczeństwami i pomagał im w razie potrzeby. Nie musieli obawiać się Skarbnika ludzie dobrzy i pracowici, ale oszuści i obiboki nie mogli liczyć na jego przychylność.
Pewnego razu, sztygara kopalni poproszono o przyjęcie do pracy młodego chłopca. Jego sytuacja była ciężka, ojciec zmarł, a matka nie była w stanie utrzymać reszty rodziny. Sztygar zgodził się pod warunkiem, że chłopiec będzie pracował tak samo jak starsi górnicy. Młodzieniec wiedział, że sobie nie poradzi. Chciał iść do sztygara i poinformować , że rezygnuje, gdy nagle obok niego pojawił się starszy górnik.
O powstaniu Państwa Polskiego
O Lechu, Czechu i Rusie
Źródła:
http://www.jamendo.com/
http://commons.wikimedia.org/
http://pixabay.com/
http://smocza-wladczyni.deviantart.com/
Po wielu dniach podróży dotarli do wielkiej góry, wtedy Czech powiedział do Lecha:
- Z tej góry będę miał bliżej do promieni słońca, które tak kocham. Ziemie są tu bardzo urodzajne. Tu zostaniemy i założymy osadę.
Lech po kilku dniach pożegnał brata i ruszył w dalszą podróż w poszukiwaniu swojego miejsca. Po wielu dniach lud Lecha rozbił obóz, a on sam ujrzał, iż otaczające ich miejsce obfituje w rzeki pełne ryb, bory pełne zwierzyny i żyzne ziemie.

Dawno temu, gdy polskimi
ziemiami rządził król Krak,
w Krakowie pojawił się smok!


Udał się w kierunku smoczej jamy, rzucił smokowi wypchanego barana i uciekł.
Smok, zwabiony zapachem świeżego mięsa natychmiast pożarł wypchanego barana. Siarka ukryta w zwierzęciu spowodowała u smoka ogromne pragnienie. Rzucił się w kierunku Wisły i nie mógł
skończyć pić, opróżniając prawie całą rzekę. Wtedy nagle rozległ się ogromny huk
- smok pękł od nadmiaru wody.
Szewczyk został bohaterem całego
miasta, a król sowicie go wynagrodził.


Stworzenie o zielonej skórze, długim ogonie i paszczy wypełnionej ostrymi zębami. Smok znalazł sobie miejsce w jamie pod zamkiem i żądał, aby raz w tygodniu składano mu ofiarę w postaci krowy. Jeżeli nie, mścił się porywając ludzi.
Zdarzyło się to w pradawnej puszczy, na brzegu Wisły, gdzie stała rybacka osada.
Krążyła legenda o syrenie mieszkającej w głębinach Wisły, jednak nikomu nie było dane spotkać tej tajemniczej postaci. Rybacy słyszeli tylko jej śpiew, gdy wracali nocą z połowów. Mówili, że jest obdarzona cudownym głosem; inni natomiast twierdzili, że to tylko szum trzcin.
Pewnego dnia trzej rybacy spotkali się na brzegu.
- Jeśli złapiemy syrenę i zawieziemy ją księciu to dostaniemy mnóstwo złota - powiedział jeden z nich.
- Poczekajmy do pełni księżyca, aby nie brać ze sobą pochodni i nie zdradzać swojej obecności. Wtedy będzie jaśniej i nie będziemy potrzebowali ognia.

Gdy nadeszła noc, rybacy ukryci nieopodal brzegu, trzymając w dłoniach mocną sieć, czekali na pojawienie się nieziemskiej istoty.
Syrena wypłynęła z fal,

Jednak nigdy więcej już się nie pojawiła, co znaczy, że nie nadszedł czas wypełnienia jej obietnicy.
Dzięki mądrości swoich przywódców, plemiona słowiańskie znacznie się rozrosły. Niestety wzrost liczby ludności sprawił, że zaczęło
brakować jedzenia. Bracia zauważyli problem, postanowili go rozwiązać i poszukać nowych ziem dla swoich rodów.
Zwołali swoje rodziny, przyjaciół i obwieścili co postanowili. Ludziom nie spodobał się pomysł braci, ale im zaufali. Spakowali swój
dobytek i wznosili modły do swoich bóstw o powodzenie w poszukiwaniu nowych ziem. Przyszedł w końcu dzień, w którym opuścili swoje domostwa. Droga była ciężka, rwące rzeki, watahy wilków lub dzikich plemion. Słowianie wciąż ufali swoim przywódcom
Lechowi, Czechowi i Rusowi. Po tygodniach ciężkiej wędrówki znaleźli się wśród żyznych równin.

W dawnych czasach plemiona Słowian
zamieszkiwały dalekie krainy. Na czele trzech
największych i najpotężniejszych rodów stali trzej bracia:
Lech, Czech i Rus

Wtedy Rus rzekł do braci:
- Moi ludzie są już zmęczeni. Czuję, że to miejsce jest nam pisane, tu zostaniemy i założymy naszą osadę
.

Lech i Czech pożegnali brata, obiecali, że jeszcze kiedyś się spotkają i ruszyli
w dalszą podróż. Postanowili ruszyć za słońcem stojącym w zenicie,
gdyż starszy z braci Czech lubił ciepło promieni słonecznych.

Dostrzegł też zmęczenie ludu więc przemówił:
- Nadszedł kres naszej podróży. Czuję, iż to jest nasze miejsce, tu założymy naszą osadę.
Strudzeni ludzie bardzo się ucieszyli, jednak chcieli, aby bóstwa dały im znak, czy podjęli dobrą decyzję.
W tym też momencie ujrzeli wielkiego białego orła lądującego w gnieździe na szczycie ogromnego dębu.
Widok zapierał dech w piersiach. Biel piór pięknie kontrastowała z czerwienią nieba i zachodzącego słońca. To był znak, na który czekali. W miejscu tym zbudowano gród.

Na cześć ptaka, nadano osadzie kształt orlego gniazda i nazwano Gnieznem, a biały orzeł na tle czerwieni stał się godłem rodu Lecha, a później całego państwa polskiego i tak jest do dziś dnia.

W piwnicach było ciemno, dzieci dostrzegły jednak małe światełko, a chwilę później usłyszały krzyk i dziwny zwierzęcy skrzek. W oddali zobaczyły małego smoka o głowie koguta i ogonie węża. Jedno spojrzenie w oczy potwora spowodowało, że śledzony wcześniej artysta przemienił się w kamień. Przerażone dzieci ukryły się za skrzyniami stojącymi w piwnicy. Z pomieszczenia nie było ucieczki, gdyż bazyliszek (tak nazywał się mały potwór) chodził po całym pomieszczeniu.

Będąc już w środku przeczuwał, że w mroku kryje się niebezpieczeństwo, więc osłonił się tarczą. Gdy bazyliszek chciał zaatakować Melchiora, ujrzał błyszczącą tarczę, a w niej swoje odbicie. Jego straszliwe spojrzenie odbiło się w tarczy, zamieniając potwora w kamień. Bazyliszek został pokonany swoją własną bronią.
Gdy ojciec z dziećmi wyszli z podziemi, zgromadzony przy kamienicy tłum głośno chwalił odwagę Melchiora. Jego historia o uśmierceniu bazyliszka rozeszła się po całym mieście i jest znana do dziś dnia.

Wtedy oburzyli się niemieccy posłowie.
- Zuchwała jesteś, pani! Jeśli nie zgodzisz się po dobroci, krwią spłynie twa ziemia!
- Oprócz prawa miecza są też inne prawa - odparła Wanda.
Dumna księżniczka stanowczo oświadczyła, że nie poślubi Niemca i nie opuści swego kraju. Długo o wszystkim rozmyślała aż znalazła sposób na uratowanie swych poddanych od wojny. Wymknęła się nocą z zamku i pobiegła prosto nad Wisłę. Stanęła na stromym brzegu, spojrzała ostatni raz na swój ukochany Kraków, zamknęła oczy i wskoczyła do ciemnej wody...
Rankiem rzeka wyrzuciła na brzeg ciało królewny. Poddani pogrążyli się w żałobie, niemieccy posłowie opuścili Kraków.
Potem opowiedzieli swemu księciu o czynie Wandy. Rydygier zrozumiał, że miłości nie można ani kupić,
ani zdobyć siłą.
Pogrążeni w żałobie poddani Wandy upamiętnili
jej bohaterski czyn i usypali pod Krakowem
kopiec, który nazwali jej imieniem.

Był bardzo pracowity, a szczęście mu sprzyjało. Zawsze wracał z połowu z siecią pełną ryb. Fascynowały go nocne wyprawy, gdy księżyc odbijał się w tafli wody, a dookoła panował niezwykły spokój.
Pewnej nocy, gdy zarzucił sieci, ze wzburzonej wody wyłoniła się przepiękna dziewczyna. Rybak wpatrywał się zdumiony. Dziewczyna miała długie, złociste włosy, wielkie niebieskie oczy oraz rybi ogon, pokryty łuską!

Wars nie mógł uwierzyć własnym oczom - to była syrena! Podpłynęła bliżej brzegu i zaczęła śpiewać, nie wiedząc, że podpatruje ją człowiek. Wars zakochał się bez pamięci słysząc jej głos.
Przygotowała:
Kamila Ocimek

Występy kuglarzy na rynku oczarowały wszystkich zebranych. Po przedstawieniu, tłum odprowadził ich do gospody, w której artyści się zatrzymali i wtedy zauważono, że jeden z akrobatów oddala się od tłumu i znika we wnętrzu starej kamienicy. Dzieci zorientowały się, że są na Krzywym Kole, a budynek przed którym stały, to ten z przestrogi ojca. Wygrała jednak ciekawość i tak chłopiec z dziewczynką poszli za cyrkowcem.
- Co cię trapi, chłopcze? – zapytał.
Chłopiec opowiedział mu całą historię, a górnik odrzekł:
- Pomogę ci, ale musisz równo podzielić się ze mną zapłatą za pracę.
- Dobrze - odparł chłopiec.
Każdego dnia starszy górnik przychodził do chłopca i pomagał mu. Po tygodniu zdumiony sztygar wypłacił młodzieńcowi umówioną kwotę.
Starszy górnik czekał na chłopca na dole.
- Przyszedłem po swoją część - powiedział.
-Wziąłem tyle, ile sam zarobiłem, reszta jest dla ciebie. Dziękuję za pomoc.
Wtedy starszy górnik roześmiał się i przyjął prawdziwą postać. Przed chłopcem stał duch kopalni!
- Zatrzymaj wszystkie pieniądze, chłopcze, są twoje - powiedział Skarbnik - ale pamiętaj: zawsze bądź uczciwy!
Po tych słowach zniknął.

W Krakowie zaś do dziś dnia, u stóp Wawelu można spotkać wawelskiego smoka, ziejącego ogniem.
Full transcript