Loading presentation...

Present Remotely

Send the link below via email or IM

Copy

Present to your audience

Start remote presentation

  • Invited audience members will follow you as you navigate and present
  • People invited to a presentation do not need a Prezi account
  • This link expires 10 minutes after you close the presentation
  • A maximum of 30 users can follow your presentation
  • Learn more about this feature in our knowledge base article

Do you really want to delete this prezi?

Neither you, nor the coeditors you shared it with will be able to recover it again.

DeleteCancel

Make your likes visible on Facebook?

Connect your Facebook account to Prezi and let your likes appear on your timeline.
You can change this under Settings & Account at any time.

No, thanks

10 rzeczy, o których trzeba pamiętać pisząc recenzję filmu.

Wskazówki dla piszących recenzje filmowe.
by

Filmoteka Szkolna

on 12 March 2013

Comments (0)

Please log in to add your comment.

Report abuse

Transcript of 10 rzeczy, o których trzeba pamiętać pisząc recenzję filmu.

10 rzeczy, o których trzeba pamiętać pisząc recenzję filmu.
Spis treści: 1. Początek
2. Pokaż jak odebrałeś film?
3. Uzasadnij swoje zdanie!
4. Streszczać?
5. Interpretuj
6. Nazwij elementy formy
7. Nawiązania i konteksty
8. Uzasadnij swoje skojarzenia
9. Drugi plan też jest ważny!
10. Pointa Pomyśl nad ciekawym początkiem - takim, który zaskoczy czytelnika i zachęci go do
dalszej lektury. Nie polecaj ani nie odradzaj potencjalnemu czytelnikowi obejrzenia filmu wprost pisząc np. To kompletna klapa! Gniot w czystej postaci. itp. Rola twojej recenzji jest inna. Pamiętaj, że masz pokazać jak odebrałeś film, co z niego zrozumiałeś, jaką ma dla ciebie wartość. Nie oceniaj w sposób kategoryczny i nie zamykaj swoich ocen w jednym słowie. Uzasadnij swoje zdanie, nie poprzestawaj na stwierdzeniu, że gra aktorska była fajna, a muzyka źle komponowała się z obrazem. Spróbuj się zastanowić dlaczego tak właśnie uważasz. Jeżeli streszczasz jakiś fragment filmu, niech to będzie wstęp do interpretacji. Nie opisuj całej treści - skoncentruj się na fragmentach, które mają dla ciebie znaczenie i którym chciałbyś się lepiej przyjrzeć. Zwróć uwagę na formę oraz stronę techniczną filmu. Zazwyczaj są to elementy, których ktoś nie znający języka filmu nie zauważa. Spróbuj posłużyć się poznanymi pojęciami. Zastanów się nad kontekstami
i nawiązaniami do innych dzieł
w filmie. Nie obawiaj się, że twoja interpretacja może być niezrozumiała dla innych - najważniejsze, to porządnie uzasadnić swoje skojarzenia. Jeżeli zrobisz to dobrze, nikt nie będzie ci mógł nic zarzucić. Praca nad filmem to myślenie o każdym detalu. Pamiętaj, że w filmie nic nie pojawia się przypadkowo. Zwróć uwagę na detale, na postaci drugoplanowe, krótkie sceny, które pozornie nie mają znaczenia dla całości. Spróbuj je zinterpretować. Zakończ mocną puentą.
Zakończenie jest tak samo ważne jak początek - to właśnie te dwa elementy najczęściej zostają w pamięci. To dobre miejsce, żeby popisać się erudycją. Posiadanie dziecka jest cool. Tak przynajmniej wydaje się 17-letniej Natalii (Magda Berus) w momencie, gdy decyduje się zajść w ciążę ze swoim rówieśnikiem Kubą (Nikodem Rozbicki), roztrzepanym nastolatkiem, dla którego cały świat to deskorolka i kumple, a remedium na problemy stanowi dostępna na wyciągnięcie ręki marihuana. Kuba i wychowywana samotnie przez ledwie 33-letnią matkę Natalia to bynajmniej nie dzieciaki z marginesu, lecz bananowa młodzież, którą stać na modne ciuchy, narkotyki i gadżety. A w przypadku finansowych kłopotów pod ręką zawsze są rodzice, którzy wesprą. Tę sielankę przerywa matka Natalii (Magdalena Boczarska), która zostawia córce mieszkanie i znika do pracy za granicą, obiecując opłacać rachunki. Jest chata, jest więc dobrze. A raczej byłoby, gdyby Kuba czuł się odrobinę bardziej odpowiedzialny za Natalię i swojego syna Antosia. (...)

"Mama Antosia", Rafał Pawłowski, Portal Filmowy, 4 stycznia 2013 r. (...) Już wiem, co powiedzą zwolennicy filmu: widz powinien przefiltrować tę historię przez własną wrażliwość, a potem uzupełnić niezapisane (ulotne) pola na kartach scenariusza. Dla mnie taka strategia więcej ma wspólnego z przerzucaniem ciężaru odpowiedzialności za dzieło na widza niż artyzmem z prawdziwego zdarzenia. W efekcie, choć Gierszał i Berus dają z siebie wszystko, "Nieulotnego" nie udaje się ożywić. Jak pisał klasyk: piękny kościół, ale bez Boga.

"Koniec niewinności", Łukasz Muszyński, Filmweb, 7 lutego 2013 r. Rozpoczynając pisać o filmie Big Love można by było zacytować pierwsze słowa jakie wypowiada para rabusiów z filmu Pulp Fiction „I love you, Pumpkin. I love you, Honey Bunny... Everybody be cool this is a robbery!". Dlaczego akurat ta kwestia przyszła mi na myśl? Patrząc na bohaterów filmu Big Love widzę takie szalone pary jak z Urodzonych Morderców czy wspomniana powyżej parę z filmu Quentina Tarantiono. Nie mieli litości dla innych, nie liczyli się z innymi i niczym, ale gdyby któremuś z nich miało się coś przydarzyć złego, nagle stawali się czuli, wrażliwi i pełni uczuć. I tak też jest w przypadku pary głównych bohaterów w tym polskim obrazie. Big Love może arcydziełem nie jest i na stałe nie wpisze się do kanonu kina polskiego, ale niewątpliwe jest filmem, który można obejrzeć bez strachu, że płaci się za koleją sztampową komedię, czy usiany gwiazdami film historyczny. Big Love to jedna z nielicznych prób realizacji współczesnej historii w kinie polskim. Powiedziałabym, że fabuła jest tu raczej drugorzędna sprawą, w tym filmie liczą się bohaterowie, dlatego też, czy żyją w Polsce czy w innym kraju to nie ma tu aż takiego znaczenia (ta historia mogłaby się dziać absolutnie wszędzie). Oni liczą się najbardziej, ich doznania, ich przemiany i to co najważniejsza, czyli ich BIG LOVE.

"Mickey i Mallory polskiego kina?", STOPKLATKA, 12.02.2012 r. „Być jak Kazimierz Deyna” bez zbędnego patosu i artystowskich póz opowiada ludzką historię, z którą każdy może się utożsamić. Każdy może bowiem odnieść sukces na swoją miarę, choć musi pamiętać, że wcześniej czy później ktoś go wygwiżdże. Trzeba jednak robić swoje, jak Deyna. I tylko ten amerykański koniec życia legendarnego piłkarza nie nastraja jednak zbyt optymistycznie.

"Być jak Kazimierz Deyna", KINO, Ks. Andrzej Luter, 1.03.2013 r. Trzeba przyznać, że nie było chyba dotychczas filmu, który by z tak szokującym naturalizmem ukazywał wykręcone, krwawiące palce stóp wyłaniające się z baletek, zatrzymywał się z niemal sadystyczną uwagą na fizycznych szczegółach, takich jak drapanie do krwi pleców, bolesne upadki czy zmuszanie się do wymiotów w chwilach napięcia nie do opanowania. To mroczne tło pełnego lekkości i blasku tańca, kiedy ciało tancerki wydaje się fruwać w nierealnej przestrzeni nasyconej światłem sceny. Amerykańscy krytycy wskazują, że Aronofsky korzysta z rozwiązań, które niegdyś nowatorsko zastosowali Michael Powell i Emeric Pressburger w klasycznym filmie baletowym „Czerwone buciki" - ale odnosi się to do samego filmowania tańca z użyciem ruchomej kamery.

Andrzej Kołodyński, Czarny łabędź, „Kino" 2011, nr 1, s. 67 Stworzyliśmy kulturę, która ma nas uchronić od cierpienia. Ale cierpienie jest nieodłącznym elementem życia. W sterylnej przestrzeni, w sterylnych warunkach nie umiemy otwarcie poruszać trudnych tematów, bo są zbyt bolesne. Nie możemy wyrazić emocji, bo ktoś może zobaczyć i wziąć nas za wariatów, nie możemy się przytulić, bo ktoś może to odebrać dwuznacznie. Dobrze, że te destrukcyjne tendencje są zauważane i trafnie komentowane. Może jest jeszcze nadzieja.

"Szkoła, w której pękła tama", Anna Majewska, KINORADIO, 25.01.2013 r. Film odcina się od rzeczywistości już w chwili, gdy z ekranu padają pierwsze słowa. „Podwiózł mnie pod klatkę, jak wysiadałam, to zanim jeszcze, to mu powiedziałam, żeby się nie wkurwiał zbyt, ale to ostatni być może raz się widzimy, bo ja do niego żadnego uczucia nie mam i zrywam z nim w tym momencie właśnie” – mówi Milena, jadąc z koleżankami w windzie w warszawskiej galerii handlowej. Cały monolog szeleści papierem, choć to specyficzny rodzaj papieru – znany czytelnikom prozy Doroty Masłowskiej. Ten typ zabawy słowem, transpozycji tonów, igrania z szykiem zdań, działał w „Wojnie polsko-ruskiej”, ale na innych zasadach – tam służył podkreśleniu rozmyślnej stylizacji języka, eksponował nienaturalności mowy, które przekształciły się w naturalność, słowem: stanowił świadomą inscenizację dialektu, podobną i niepodobną do naśladowanego wzorca. Wprowadzenie tego typu wypowiedzi w „Galeriankach” budzi konsternację i dowodzi całkowitego niezrozumienia tego, na czym może polegać odtwarzanie języka danego środowiska. To podwójna strata – film po raz kolejny traci na wiarygodności, a do tego żal rewelacyjnej odtwórczyni roli Mileny, Dagmary Krasowskiej, która musi posługiwać się językową matrycą ze scenariusza.

Agnieszka Jakimiak, Galerianki, „Kino" 2009, nr 9, s. 68-69 Oto trzydziestoparolatek w krótkim czasie traci oboje rodziców, poznaje skrzętnie skrywaną przed nim rodzinną tajemnicę i spotyka kobietę, z którą mógłby spędzić resztę życia. I jakkolwiek poszczególne epizody tej opowieści wydać się mogą dziwne (jeśli nie wręcz dziwaczne), jest w jej logice coś przekonującego, że to wszystko istotnie mogło się zdarzyć naprawdę. Ale żeby docenić wiarygodność przedstawionego ciągu zdarzeń, warto mieć za sobą trochę życiowego doświadczenia. Inaczej trudno będzie uwierzyć, że bohaterami filmu o dojrzewaniu mogą być ludzie po trzydziestce, a nawet – po siedemdziesiątce.

Konrad J. Zarębski, Debiutanci, „Kino" 2011, nr 7-8, s. 99 To odkrycie Boga w sobie, w głębi swego "ja", staje się aktem ogałacającym. Magik pojął w tym momencie - tłumaczę sobie - nędzę i pustkę, swoją samotność, to, że właśnie nie jest Bogiem. Został porażony tym doznaniem. Był wobec niego bezradny. Paradoks twórczości polega na tym, że człowiek nie jest tym, co tworzy, że - jak mówi się u Krasińskiego w "Nieboskiej komedii"- "przez ciebie płynie strumień piękności, ale ty nie jesteś pięknością". Przypominają się romantyczne frazy, tak pozornie nie pasujące do hiphopowców z katowickich bloków, jak zdanie z "Kordiana:" "zabił się, młody".

Dziwny film. Jakby złamany, popsuty, ale który jednak pozostaje w głowie. Daje do myślenia, wzrusza swoją czystością, mimo że wulgaryzmy padają niemal w każdym zdaniu. Leszek Dawid ukrywa zawarte w filmie piękności i głębie, nie pozwala im wybrzmieć. A w pewnym momencie z socjologicznego dokumentu daje nura w głąb tajemnicy - w finale patrzymy na świat jakby oczami Magika.

"Jesteś Bogiem" - pierwsza recenzja filmu o Paktofonice, Tadeusz Sobolewski, 8.05.2012 r. Film Gomesa korzysta z narracji właściwej dawnym legendom i afektowanym listom miłosnym, których tonacja wydaje się wprost stworzona dla melodyjnego języka portugalskiego. W kreowaniu melancholijnej atmosfery „Tabu” równie duże znaczenie mają czarno-białe zdjęcia wyglądające jak zbiór fotografii ze staroświeckiego albumu. Niezwykłość portugalskiego filmu podkreśla również umiejętnie dobrana muzyka. Na ścieżce dźwiękowej „Tabu” bezpretensjonalne popowe szlagiery sąsiadują z posępnymi balladami i hipnotycznym motywem przewodnim skomponowanym przez pianistkę Joanę Sa.

Piotr Czerkawski, Tabu, „Kino" 2013, nr 03, s. 72 - Daj mi coś - prosi Magika fanka, która zobaczyła go nocą na ulicy, niczym objawienie. - Co ja ci mogę dać? - mówi Magik, sięga do kieszeni , ale nie ma nic. - To przynajmniej obejmij mnie - prosi dziewczyna. Stoją przez chwilę objęci, ich obraz powielają sklepowe monitory. Taki obraz zobaczy Justyna, żona Magika, wyciągając z niego fałszywy wniosek. Wspaniałe sceny tego rodzaju zostają w filmie Dawida wtopione w dokumentalne tło, ich symboliczne znaczenie zostaje świadomie zniwelowane, ukryte.

"Jesteś Bogiem" - pierwsza recenzja filmu o Paktofonice, Tadeusz Sobolewski, Gazeta Wyborcza, 8.05.2012 r. początek pokaż jak odebrałeś film? pokaż jak odebrałeś film? uzasadnij swoje zdanie! streszczać
interpretuj nazwij elementy formy nawiązania i konteksty uzasadnij swoje skojarzenia drugi plan też jest ważny pointa
Full transcript